Mołdawia – wyspa bez morza

W listopadzie byłem w Mołdawii. Dziwne miejsce. To co widziałem, opisałem na Natural Born Vagabond w formie opowiadania w odcinkach. Część pierwsza, poświęcona Kiszyniowowi – TUTAJ.

Kiszyniów

Kiszyniów jest jedyny w swoim rodzaju. Nie znam innej europejskiej stolicy, która tak bardzo nie chce się podobać. Postsowiecki, grubo ciosany rozmach wymieszany z nowobogackim sznytem daje unikalny posmak całkowitego tumiwisizmu. Tutaj po prostu nikomu nie zależy na tym, żeby miasto się prezentowało. Wystarczy, że prezentuje się dom, albo samochód. Kiszyniów sprawia wrażenie miasta zatrzymanego wpół kroku. Niemal na każdym roku widać rozbabraną budowę, na której zakończenie najwyraźniej zabrakło kredytu. Chodniki (jeżeli w ogóle są), mają koszmarne dziury i są bardzo krzywe – ale po ulicach jeżdżą kosztowne samochody. Miasto zabudowane jest głównie sypiącymi się poradzieckimi blokami, które na parterze mają eleganckie sklepy i restauracje. Tak jakby po rozpadzie ZSRR udało się coś tam zmienić na fali pierwszego entuzjazmu, ale na prawdziwą modernizację zabrakło już sił.

Będą jeszcze dwa kawałki z tej wycieczki, stay tuned.

© Copyright 2013 jędrek wojnar | Realizacja Clouds Studio Graficzne