Bajkonur w każdej gminie

Polski Program Kosmiczny

Nareszcie

Nie pamiętam, kiedy ostatnio tak bardzo czekałem na lato. Pewnie równo rok temu.

sadzawka

Naddniestrze

Druga część relacji z Mołdawii na Natural Born Vagabond. Tym razem z bardzo specjalnego kawałka Mołdawii, który wcale nie chce być Mołdawią.


Naddniestrze to żelazny punkt planu każdego obieżyświata, który udaje się w tą okolicę Europy. Bo to takie państwo-niepaństwo, nikt go nie uznaje, ambasada ostrzega, i w ogóle nie wolno. No więc pojechałem, korzystając z uprzejmości Inny, znajomej z Kiszyniowa, która zgodziła się przeprowadzić mnie suchą stopą przez meandry absurdalnej, postsowieckiej biurokracji Naddniestrzańskiej Republiki Mołdawii.

Całość do poczytania TUTAJ

Nic na sprzedaż

W sumie pusty billboard to bardzo tania metafora. Ale i tak lubię.

Billboard

 

Czarno.

Slajdy

Gołębniki koło mojego domu

Wiosna.

W pierwszy dzień wiosny założyłem sobie Instagrama. Śmieszne.

Mołdawia – wyspa bez morza

W listopadzie byłem w Mołdawii. Dziwne miejsce. To co widziałem, opisałem na Natural Born Vagabond w formie opowiadania w odcinkach. Część pierwsza, poświęcona Kiszyniowowi – TUTAJ.

Kiszyniów

Kiszyniów jest jedyny w swoim rodzaju. Nie znam innej europejskiej stolicy, która tak bardzo nie chce się podobać. Postsowiecki, grubo ciosany rozmach wymieszany z nowobogackim sznytem daje unikalny posmak całkowitego tumiwisizmu. Tutaj po prostu nikomu nie zależy na tym, żeby miasto się prezentowało. Wystarczy, że prezentuje się dom, albo samochód. Kiszyniów sprawia wrażenie miasta zatrzymanego wpół kroku. Niemal na każdym roku widać rozbabraną budowę, na której zakończenie najwyraźniej zabrakło kredytu. Chodniki (jeżeli w ogóle są), mają koszmarne dziury i są bardzo krzywe – ale po ulicach jeżdżą kosztowne samochody. Miasto zabudowane jest głównie sypiącymi się poradzieckimi blokami, które na parterze mają eleganckie sklepy i restauracje. Tak jakby po rozpadzie ZSRR udało się coś tam zmienić na fali pierwszego entuzjazmu, ale na prawdziwą modernizację zabrakło już sił.

Będą jeszcze dwa kawałki z tej wycieczki, stay tuned.

Wykopki – c.d.

Dalszy ciąg omszałych slajdów. Pamiętam miejsce (okolice Pisza), pamiętam miesiąc (listopad), ale roku – za cholerę…

Bardzo długo oczekiwana sesja

Umawiałem się ze cztery miesiące. W końcu się udało, tak się akurat złożyło, że w największy mróz. Oto Caryca Designu – Karolina na własnym fotelu w Bolkowym warsztacie. Wersja  z kotkiem do pooglądania w lutym na citylightach AMS, ja chyba wolę tą.

© Copyright 2013 jędrek wojnar | Realizacja Clouds Studio Graficzne